Mój pierwszy dzień w Norwegii

Ten wpis powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie.

W Norwegii byłam dwa razy przed moim przyjazdem na stałe. Zanim zdecydowałam się na zamknięcie moich wszystkich spraw i emigrację, musiałam być pewna, że rzeczywiście tego chcę i że to jest kraj, w którym mogę zamieszkać. 22 stycznia 2006 roku dotarłam na tę moją norweską wieś, na której mieszkam do dzisiaj. Tym samym otworzyłam w moim życiu zupełnie nowy rozdział – raz było w nim lepiej, a raz gorzej, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy uważam, że emigracja to był dobry wybór.

Mojego pierwszego dnia w Norwegii zupełnie nie pamiętam, ale wnioskując z tego, że na miejsce dotarliśmy o godzinie 2 w nocy, to podejrzewam, że większość tego dnia upłynęła mi na odsypianiu i rozpakowywaniu przywiezionego dobytku. Tym jednak, co utkwiło mi w pamięci chyba do końca życia, to była sama podróż. Gdy obydwoje z Połówkiem przypominamy sobie ją sobie, to po plecach przechodzi nam zimny dreszcz i zgodnie uznajemy, że to było szaleństwo. Ale po kolei.

Z Krakowa wyruszyliśmy przed świtem, żeby dotrzeć na czas do Gdyby na prom. W bagażniku samochodu mieliśmy nasz niewielki majątek, a w drodze towarzyszył nam spanikowany kot. Ani ja, ani Połówek, ani kot nigdy nie jeździliśmy wcześniej na tak długie trasy, a tu czekało nas niemal 2 tys. kilometrów w drodze. Rano było ciemno, paskudne warunki drogowe i spory ruch, ale w ciągu dnia jakoś się to uspokoiło – wyszło słońce, a my przyzwyczailiśmy się do wariatów i samobójców/morderców na drogach północnej części Polski. Wtedy jeszcze nie było takich pięknych, szerokich dróg, na których jedzie się wygodnie i szybko, jakie są w Polsce teraz, co oznaczało, że wciąż gdzieś utykaliśmy w korkach. Do Gdyni jednak dotarliśmy szczęśliwie bez większych przygód, a i Bałtyk pokonaliśmy bez niespodzianek. Schody zaczęły się u wybrzeży Szwecji. Ze względu na bardzo silny wiatr nie mogliśmy przybić do wybrzeża i zamiast zjechać z promu o godzinie 8 czy 9 rano, to mogliśmy go opuścić po dosyć dramatycznej akcji cumowania do nabrzeża, dopiero po godzinie 13. Byliśmy zestresowani, zmęczeni i głodni, a przed nami kawał Szwecji i Norwegii do przejechania. Na początku nie było nawet tak źle, ale dosyć szybko zapadł zmrok i zaczęła się potężna śnieżyca. Śniegu było tyle, że pługi nie nadążały z usuwaniem go, a widoczność była znikoma. Mijaliśmy wiele samochodów leżących w rowach i do tej pory uważamy, że nasz bezwypadkowy przejazd tej nocy przez Skandynawię, to był zwyczajny cud. Gdy dotarliśmy na miejsce, do gospodarstwa, gdzie wynajmowaliśmy mieszkanie, utknęliśmy samochodem na podjeździe z powodu śniegu. Byliśmy jednak tak wykończeni, że zostawiliśmy unieruchomiony samochód na wjeździe do gospodarstwa, ze wszystkimi naszymi rzeczami w bagażniku, wzięliśmy kota pod pachę i poszliśmy spać. Połówek odkopał samochód dopiero następnego dnia i dopiero wtedy się rozpakowaliśmy.

Dla mnie ten przejazd z Polski do Norwegii, to wspomnienie mrocznego i śnieżnego koszmaru. Nawet teraz, po 11 latach mieszkania w norweskich górach, gdzie jazda po lodzie i śniegu to dla mnie chleb powszedni, nie porwałabym się jeszcze raz na podróż w takich warunkach.

A takie widoki przywitały mnie pierwszego dnia w mojej norweskiej dolinie:

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania wspomnień innych emigrantek na stronie blogu Klubu Polki na Obczyźnie!

Informacje o Mara

"Dom..." to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało - specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-) Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Mój pierwszy dzień w Norwegii

  1. Anna M-a pisze:

    Widoki na zdjęciach super, ale drogi nie zazdroszczę…
    Jak kotek zniósł tak długą podróż? Mój Kimchi dostaje dzikiego szału po 5 min w samochodzie ;)

    • Mara pisze:

      Tośka z szoku po podróży wychodziła chyba tydzień, a przyzwyczajanie się do nowego miejsca to kolejne tygodnie. W drodze był płacz i siedzenie mi na kolanach. Obiecaliśmy sobie, że postaramy się, by już nigdy nie musiała przez to przechodzić.
      Pozdrawiam!

  2. Jacek pisze:

    Dzień dobry
    Widzę, że przyjechaliśmy prawie w tym samym czasie. Ja przyjechałem 15 stycznia, a raczej zostałem przywieziony. Był to wyjazd do pracy zorganizowany przez firmę w której się zatrudniłem na jakiś czas. Gdy wyjeżdżałem ze Szczecina było -15 i wiedząc gdzie jadę spakowałem całą torbę ciepłych ciuchów. Nie miałem takich przygód z promem bo płynął tylko 4 godziny, ale warunki drogowe były podobne. Tylko do Göteborga była czysta nawierzchnia a dalej jak się skończyła autostrada to zaczęła się biały asfalt i tak już było z małymi przerwami do Brattvåg. A tam przywitała nas wiosna +5 o godzinie 21 gdy dojechaliśmy i tak do końca marca. Za to miałem okazję poznać wszelkie rodzaje deszczu i stwierdzenie, że do puki deszcz nie pada poziomo to jest jeszcze dobra pogoda. Był to mój trzeci kraj w którym pracowałem i stwierdziłem, że skoro już spełniło się marzenie z dzieciństwa to może warto poszukać tu swojego miejsca. I tak wylądowałem na jednej z okolicznych wysp i się potem osiedliliśmy na stałe na sąsiedniej.
    Z której was ciepło i wiosennie pozdrawiamy

  3. Dee pisze:

    Piękna podróż, taka, jakiej się nie zapomina. Teraz ponlatach powstała dzięki niej piękna opowieść. Fajnie, że trafiłam na twój blog.

  4. Sara pisze:

    Wow, rzeczywiście wariacka podróż, nadaję się na dobrą opowieść, taką z serii dla wnuków :) A ta Twoja dolina jaka piękna!

  5. Pingback: PROJEKT WIOSENNY - PIERWSZY DZIEŃ W MOIM NOWYM KRAJU - Klub Polki na Obczyźnie

  6. Ania pisze:

    Gdy ktoś wam narzeka na warunki drogowe to pewnie uśmiechacie się pod nosem i wspominałem tę podróż

  7. Karolina pisze:

    O rany, taki dystans samochodem? Podziwiam! Ja jechałam do Lucerny tak samo, ale to tysiąc km mniej :)

  8. Pingback: PROJEKT WIOSENNY Pierwszy dzień w moim kraju - Klub Polki na Obczyźnie

  9. Justa pisze:

    Norwegia jest cudowna i kiedyś Ją zobaczę na żywo :) Póki co zadowalam się widokami zaklętymi w kadrze.
    Drogę do celu mieliście lekko utrudnioną ale dobrze, że w trójkę dotarliście cali i zdrowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.