Szaro, buro i ponuro

Szaro, buro i ponuro – takie w tym roku mamy święta wielkanocne. Śnieg pada i zaraz się topi, i zaraz znowu pada, i zaraz znowu się topi. I tak w kółko. Chmury suną nisko nad górami, a światło jest przytłumione i zamiast napawać optymizmem, dobija. Porażka. Nawet ciasto mi nie wyszło (a powinno). Koty śpią, Połówek gra i tylko ja pracuję. Jawna niesprawiedliwość. Niesprawiedliwość niesprawiedliwością, ale termin ze scenariuszem do komiksu mnie goni. Książka też się sama nie napisze, a artykuł nie poprawi. Mam poważną ochotę zastrajkować. Tylko przeciwko komu? Chyba tylko sobie samej. Ech, wszystkiego się odechciewa…

W moim miasteczku w zeszłym roku wyremontowali kino. I chwała bogom, bo było mało przyjazne użytkownikom. Teraz otwarte są nowe sale z wygodnymi, rozkładanymi fotelami i rzędem dwuosobowych kanap na końcu. I jak tu się oprzeć pokusie? Nawet nie zamierzałam :) Dosyć regularnie odwiedzam ten przybytek, bo bardzo lubię chodzić do kina i nie przeszkadza mi, że filmy są norwesku czy angielsku. Samo zanurzenie się w mrok sali kinowej wywołuje na mojej twarzy uśmiech od ucha do ucha. Ostatnio byliśmy na Ghost in the Shell – adaptacji filmowej jednego z najbardziej kultowych anime. Film aktorski nie dorasta do pięt pierwowzorowi, ale jeżeli rozpatruje się go nie w kategoriach adaptacji, ale jako film tylko i wyłącznie inspirowany anime, to da się go przetrawić w sposób nawet znośny. Z filmów ze Scarlett Johansson najbardziej lubię Lucy Luca Bessona, chociaż zachwyciła mnie jej niewielka rólka w Ave, Cesar! braci Cohen. Jednym ze smaczków Ghost in the Shell jest rola mojego ukochanego japońskiego aktora, Takeshiego Beat Kitano jako Aramakiego. Miodzio.

Kadr z filmu Ghost in the Shell. Scarlett Johansson jako Major.

To chyba tyle na dzisiaj. Wy nadal cieszcie się Wielkanocą, a idę zarżnąć nieudanego placka i napisać kilka stron scenariusza. Pa! No i wesołych świąt, oczywiście ;-)

Informacje o Mara

„Dom…” to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało – specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-)
Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Szaro, buro i ponuro

  1. JuNo pisze:

    Amerykańskie adaptacje japońskich anime? Hmmm. Przedsięwzięcie ryzykowne z założenia… Coś jak amerykańska wersja Anny Kareniny. Pewne rzeczy nie mają prawa się udać…

  2. Jacek pisze:

    Dzień dobry
    I Wszystkiego naj w te białe święta
    Co do Amerykanckich ( pisownia celowa) przeróbek filmów czy innych dzieł, to moje zdanie jest takie: Szkoda marnować na nie czas.
    Względem pracy, no nie wiem czy to będzie pocieszenie, ale może choć troszeczkę ;) pocieszy moją ulubioną Autorkę.
    Moja Kochana Małżonka też pracuje (maluje), a ja staram się to oprawiać. Dodatkowo w końcu się wziąłem i zrobiłem porządnie światło w części piwnicy, przy wykorzystaniu łączników schodowych i krzyżowego.
    Śnieg poszedł na pocztę ;)
    Pozdrawiamy :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.