Nieco zakręcona rocznica

Co roku o tej porze odnotowuję, że upłynął nam kolejny rok razem i wrzucam jedno ze ślubnych zdjęć. Nie tym razem. Nie, nie, nie zrozumcie mnie źle – nadal jesteśmy razem i wspólnie mamy się bardziej niż dobrze, ale tym razem zdjęcie rocznicowe będzie trochę inne. O takie:

Połówek wygląda super, a ja jak zwykle robię głupią minę ;-) Fot. Sissel Dagfinnsdatter Hagen

Po kolei. W tym roku rocznica wypadła nam akurat na weekend, w którym odbywa się doroczny Festiwal Średniowieczny w Hamar (sąsiednim mieście wojewódzkim). W tym roku na wspomniany festiwal wpadli także na chwilę król Harald i królowa Sonja. Obydwoje w tym roku kończą 80 lat i z tego też powodu zdecydowali się na podróż przez całą Norwegię, gdzie podejmowani są przez lokalne władze. I zdarzyło się właśnie tak, że w niedzielę zawitali do Hamar. Mieszkańcy naszej zakręconej wioski wikińskiej mieli za zadanie przypłynąć do miasta i z plaży, a także z przybrzeżnych wód pozdrowić parę królewską. Nasza wikińska wioska jest niewielka, ale mamy za to do dyspozycji trzy zrekonstruowane łodzie wikińskie, więc jednym słowem rządzimy ;-) W tym roku przez przypadek podkusiło mnie i Połówka do zabrania naszego ekwipunku zbrojnego, który chociaż od lat nieużywany, wygląda całkiem nieźle. Ubraliśmy się więc, wzięliśmy miecze i tarcze i zaokrętowaliśmy się na naszą macierzystą łódź Mjøsen Lange. Rejs nie był daleki, ale w tym czasie zdążyliśmy się ścigać, przekrzykiwać z łodzi na łódź żartobliwymi obelgami, nasi trębacze dęli potężnie w rogi zawstydzając syrenę parowca, którym para królewska miała udać się w dalszą podróż, nasi sternicy wykonywali manewry kolizyjne (wszystko było jednak pod kontrolą), generalnie było dużo śmiechu i dobra zabawa (oprócz tego, że mżył deszcz, wiał zimny wiatr i było może ze 12 stopni). Nic dziwnego, że dla ludzi zebranych wzdłuż trasy przejazdu pary królewskiej stanowiliśmy chyba większą atrakcję niż król i królowa ;-) Para królewska nas widziała (i to całkiem dobrze), a nasz wygląd i dzikie ryki wywołały na ich twarzach szeroki uśmiech. Policji i wodnym służbom ratunkowym obstawiającym parowiec też dostarczyliśmy rozrywki, bo machali nam ucieszeni, widząc naszą łódź pełną zdrowo odjechanych jednostek poprzebieranych w dziwne ciuszki.

Fragment łodzi, na której płynęliśmy. Fot. Sissel Dagfinnsdatter Hagen

Jednak Hamar to nie tylko wizyta królewska. To także wizyty znajomych i przyjaciół, którzy wpadli w odwiedziny do naszego namiotu. To testowanie nowej patelni i przepisu na podpłomyki.

Podpłomyki w fazie wstępnej :)

Kończenie nowego płaszcza dla Połówka.

Wykańczanie płaszcza

To także nocny pokaz grupy zajmującej się (jak to nazywam) kuglarstwem ogniowym ;-)

Ogniste skrzydła

Wielka ognista kula na łańcuchu.

Zimne ognie

To tyle na dzisiaj. Miłego dnia!

Informacje o Mara

"Dom..." to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało - specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-) Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Nieco zakręcona rocznica

  1. Jacek pisze:

    To ja chciałem pogratulować :D))))))))))))
    A co do miny na zdjęciu to pewnie dlatego, że miecz był nie dobry i pewnie jeszcze metalowy
    Podpłomyki zapewne smakowały, widzę skrzynia się sprawuje nawet jako kuchenny stół :D)))
    Pozdrawiamy i czekamy na Was

  2. cranberry pisze:

    Piekne!!

  3. Dorota pisze:

    No nie no! Co za super sposób na rocznicę! Wyglądacie wspaniale. Życzę kolejnych wielu wspólnych, zakręconych lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.