Gdzie zniknął sierpień?

Kto mi ukradł sierpień? No, kto? Przyznać się. Dopiero się zaczynał, a tu, proszę, jutro już wrzesień. Pierwsze czerwieniejące liście zauważyłam już około połowy sierpnia, a potem to już poszło. Jakoś jesień wcześnie zawitała do naszej doliny. Ale przynajmniej jak na razie jest ciepła i słoneczna. Szczerze mówiąc, jest ładniejsza niż lato tego roku. Dla mnie skończyło się już wakacyjne nieróbstwo i znów wróciłam do lekcji angielskiego dwa razy w tygodniu, do treningów aikido też dwa razy w tygodniu, ale na razie odpuściłam sobie inne aktywności, bo chcę mieć chociaż jeden dzień wieczorem wolny. Książka leży odłogiem, bo piszę ją tylko w tak zwanym „dopadzie”, wielkie plany, żeby przystosować mój doktorat do wydania, wzięły i poszły na piwo. Nie wiadomo, kiedy wrócą ;-) Za to zaczęliśmy rozbudowywać nasz Zielony Domek, ale idzie nam to, jak krew z nosa – powoli i boleśnie. Jakoś nie mamy do tego serca, ale skończyć trzeba, to co zaczęliśmy.

Mam tylko nadzieję, że wrzesień mi nie umknie i zdążę się nim nacieszyć.

Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu!

A tak wyglądam w pracy :)

Informacje o Mara

„Dom…” to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało – specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-)
Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.