Zmęczenie materiału

Patrzę z niepokojem na coraz mniejszą częstotliwość umieszczana przeze mnie wpisów na blogu. Kiedyś, gdy pisałam doktorat i miałam gigantyczny nawał roboty, znajdowałam czas, by regularnie co tydzień umieszczać wpis. Teraz nie mam aż takich wyzwań, a wpisy pojawiają się czasami nawet rzadziej niż raz na dwa tygodnie. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, że gdy siadam do pisania na blog, mam pustkę w głowie. Wcześniej przewija mi się przez głowę mnóstwo tematów, ale gdy siadam – biała plama. I nie wiąże się to bynajmniej z wypaleniem pisarskim, bo jedno opowiadanie poszło na konkurs, kończę książkę (trochę utknęłam) i za chwilę zaczynam inne opowiadanie, więc to nie to. Może to moje zmęczenie Norwegią? Może w pewien sposób rozczarowanie? Pewne rzeczy, które kiedyś przychodziły mi z taką łatwością, nagle urosły do rozmiarów góry i trudno je ruszyć. A może zwyczajnie stałam się nudną pracownicą archiwum i nie mam o czym pisać? Wszystko jest możliwe, każda z tych opcji. Chyba potrzeba mi wakacji. Przez ostatnie kilku tygodni było tylko kilka dni słonecznych – w większości niskie chmury przetaczają się nad okolicznymi dolinami, od czasu do czasu zalewając nas deszczem. Lato nie było lepsze. A pomimo tego jesień jest niezwykle piękna w moich górach. Chciałam zrobić dla was kilka zdjęć, żeby to udowodnić, ale szare niby-światło, jakie mamy niemal codziennie, skutecznie zagłusza kolory. Jednak w piątek słońce wyszło dosłownie na pół godziny i to akurat, gdy wracałam z pracy do domu. Taki prezent od natury. Zatrzymałam się na chwilę i pstryknęłam kilka fotek. Nie są najlepsze, ale po całym dniu pracy, poprzedzonym porannym pilatesem, marzyłam, żeby jak najszybciej wrócić do domu, więc nie plątałam się po okolicy w poszukiwaniu urokliwych plenerów. Więc macie, co mi wyszło :)

Drzewo pięknie pocieniowane przez samą naturę.

W tle zbocze doliny przetykane ciemną zielenią świerków i złotem brzóz.

A tu same złote brzozy.

W czwartek (za kilka dni) premiera Blade Runner 2049. Już się nie mogę doczekać, zwłaszcza, że recenzje z pokazów przedpremierowych są entuzjastyczne. Seans zaczyna się o 20.30, więc muszę wcześniej urwać się z aikido. Będzie się działo :)

Pozdrawiam!

Informacje o Mara

„Dom…” to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało – specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-)
Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zmęczenie materiału

  1. Igomama pisze:

    Piękne te drzewa, takie złotem wyszywane…
    A zmęczenie materiału dobrze znam, tak jak i życie na emigracji.
    Życzę, by jesienny wiatr przywiał Ci wenę, mnóstwo weny;)

  2. Sabina pisze:

    Może to jesień? Ja mam do zapisu kilka rozbabranych wyjazdów ale znowu czasu nie mam. Pocieszam się, że kiedyś to uzupełnię. Na pewno uzupełnię. Zapraszam.
    http://trzebamiecroznepasjerozne.blogspot.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.