Istota rzeczy małych

Przez pierwsze lata w Norwegii najbardziej brakowało mi drobnych rzeczy, które sprawiały, że czułabym się swojsko, bezpiecznie, komfortowo. Jedną z nich były krótkie pogaduszki ze sprzedawcami w sklepie, z przypadkowo spotkanymi ludźmi – na przystanku autobusowym, na dworcu czy w pociągu. Na przeszkodzie zawsze stał mój brak wystarczającej znajomości języka i lęk przed tą krępującą chwilą, gdy widzisz, że ludzie cię nie zrozumieją. Z drugiej strony, Norwegowie raczej nie są narodem, który swobodnie rozmawia w samolocie, pociągu czy w sklepie. A przynajmniej nie z nieznajomymi. Teraz mnie to już nie obchodzi – mówię po norwesku, jak mówię, a jeżeli ktoś będzie chciał, to mnie zrozumie. Przestałam się tym przejmować, gdy doszło do mnie, że ze względu na przerażającą mnogość dialektów Norwegowie często nie w pełni rozumieją się nawzajem. A może zwyczajnie przestało mi zależeć? Zauważyłam u siebie też niechęć do czytania literatury w języku norweskim, co niewątpliwie bardzo pomogłoby mi poszerzyć moje słownictwo i generalnie poprawić pisownię. Coś jednak burzy się we mnie na samą myśl, że język norweski popsuje mi tę niezwykle ważną dla mnie chwilę wieczorami, którą przeznaczam na czytanie i przeniesienie się do innej rzeczywistości. Co ciekawe, zupełnie nie mam takich oporów, gdy sięgam po lekturę w języku angielskim. Podobnie mam, gdy w telewizji trafiam na coraz popularniejsze norweskie seriale kryminalne. Od razu przełączam program. To chyba przesyt norweską rzeczywistością daje mi się we znaki. Niemniej polecam norweską gorzką komedię „Witajcie w Norwegii”, którą co jakiś czas można obejrzeć na kanale Ale Kino+. Tutaj jest link do zwiastuna: Witajcie w Norwegii i do jeszcze jednego Witajcie w Norwegii zwiastun 2.

Inną drobną rzeczą, której mi brakowało było wyjście do kina. Musiałam czekać aż do przylotu do Krakowa, żeby wybrać się do kina, gdzie mogłabym odczuć magię sali kinowej. Owszem, mamy w Lillehammer kino, ale było stare, z niewygodnymi krzesłami, a obawiałam się, że moja znajomość angielskiego czy norweskiego nie pozwoliłaby mi na swobodne cieszenie się z tej chwili oderwania od rzeczywistości. Kino niedawno wyremontowano, dobudowano kilka nowoczesnych sal z super-wygodnymi fotelami i z kilkoma sofami dla par, o bardzo dobrej jakości obrazu i dźwięku, a moja znajomość języków poprawiła się na tyle, że obejrzenie nawet francuskiego filmu z norweskimi napisami nie stanowi dla mnie większego wyzwania.

Jedna z nowych sal w kinie w Lillehammer.

Kiedyś z pójściem do fryzjerki czekałam aż przylecę do Polski, a i wtedy zazwyczaj nie byłam specjalnie zadowolona. Kilka razy polscy fryzjerzy konkretnie spieprzyli mi włosy. Aż trafiłam do fryzjerki, która otworzyła salon w centrum mojej wioski i od tamtej pory nie chodzę do nikogo innego. Drobiazg, ale dla mojego samopoczucia bardzo istotny.

Bardzo długo marudziłam na paskudny norweski chleb, który w pewnym momencie nawet przestałam jeść. I w tym właśnie czasie w naszej wiosce ruszyła nowa piekarnia, w której dwóch niewyjściowych braci piekło przepyszny chleb. Znalazłam też miejsce, gdzie mogę dostać całkiem niezły chleb oliwkowy.

Wiele jest takich drobiazgów, które chociaż niepozorne mogą poprawić lub zepsuć nam jakość życia. Po 12 latach nauczyłam się je wyławiać z szarej rzeczywistości i cieszyć się z prostych, małych spraw.

Pozdrawiam!

Informacje o Mara

"Dom..." to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało - specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-) Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Istota rzeczy małych

  1. Anonim pisze:

    O tak, znam to. Tez kiedys balam się odezwać, bo balam się, że nikt mnie nie zrozumie :) a mieszkam w Anglii. Do tutejszego kina poszłam dopiero po dwóch latach. A jesli chodzi o angielski chleb, to jest tylko jeden rodzaj, który mi smakuje.
    Ale zgadzam się, te drobiazgi są w zyciu ważne :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.