Choroba Szczoszka-pieszczoszka

Tyle się ostatnio dzieje, że nie wiem o czym pisać. Nazbierało się tego trochę.

Zacznę od tego, że Szczoszek, czarny dochodzący kocurek, którego już zdążyliście poznać na blogu, jest chory. Ciekło mu z oczu już od jakiegoś czasu, więc bacznie go obserwowałam i w zeszłym tygodniu zauważyłam, że kotu cieknie z nosa, a potem przyplątały mu się trudności z oddychaniem przez ten zapchany nos. Koci katar, jak nic. Poprosiliśmy, żeby sąsiad zadzwonił do właścicielki kota, którą znał, bo ich dzieci się przyjaźnią, niech coś z tym zrobi (w znaczeniu weźmie do weterynarza, bo kot się wykończy). Właścicielka olała sprawę kompletnie, a kocisko nadal kichało na naszej werandzie. Cóż, to jednak wiocha – kot jest to jest, a jak go nie ma, to też dobrze. Nie ten, to będzie następny. Na pewno nikt nie zamierzał topić w zwierzakach „niepotrzebnie” pieniędzy. Nikt poza nami. Lubimy tego czarnego przylepa i nie będziemy patrzeć jak nam umiera na oczach. Zadzwoniłam wczoraj do weterynarki i wymusiłam na niej antybiotyk dla kota. W aptece zapytali się czy ten nasz kot to rasowy, skoro kupujemy dla niego lekarstwa. Miałam wrażenie, że na nasze słowa „to nie nasz kot, a poza tym jest półdziki” kobieta miała ochotę popukać się w czoło. Kto rozsądny wydaje pieniądze na koty? My wydajemy i jesteśmy z tego dumni. Tubylcy już zupełnie utwierdzą się w przekonaniu, że my jacyś dziwni jesteśmy :-)

Kot dostał wczoraj wieczorem pierwszą dawkę antybiotyku, a dzisiaj kolejne, ale antybiotyk zacznie działać dopiero po trzech dniach. Cóż, przed nami i tak tydzień lania lekarstwa w niechętny koci pyszczek, ale jesteśmy już tak wprawieni w takich sytuacjach, że Szczoszek nie ma szansy wywinąć się z naszych rąk. Poza tym w nagrodę dostaje pełną miskę żarcia, a to dla takiego półdzikiego kota, to dużo. W każdym razie, trzymajcie za kocurka kciuki, żeby wyszedł z choroby bez szwanku.

Niestety, z tego powodu cierpi też Tośka – siedzi zamknięta w domu, żeby się nie zaraziła, ale pojutrze już chcemy ją wypuścić.

Do tej pory chyba wam się też nie chwaliłam, że chodzimy z Połówkiem i naszą koleżanką, Selfą, na kurs jazdy konnej. Oczywiście, to moja sprawka :-) Przekonałam towarzystwo, że to będzie świetna zabawa, a konie są cudnymi istotami. Konie okazały się upartymi mendami, ale mnie i tak się podoba :-)

Oto koninka rasy fjording - Abelone

Oto koninka rasy fjording – Abelone

Dzisiaj to byłoby na tyle, bo muszę jeszcze trochę popracować.

Trzymajcie się!

 

Informacje o Mara

"Dom..." to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało - specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-) Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Choroba Szczoszka-pieszczoszka

  1. jacek pisze:

    mam nadzieje, ze kota dojdzie do siebie
    a co konia to co z nim Robilas, ze taki zadowolony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.