Zaniedbania

Tak, zgadzam się, to karygodne tak zaniedbywać bloga! Moja mea culpa, jak mówił Obelix i podobnie jak on, biję się w piersi. Na wytłumaczenie mam tylko to, że najpierw siedziałam po 12 godzin dziennie przed komputerem i pisałam kolejny rozdział pracy doktorskiej (dostałam niemalże klasycznego kuku na muniu od tej wytężonej pracy umysłowej), a potem przyszły deszcze niespokojne i zamiast potargać sad, wywołały potężne powodzie w moim regionie, uszkadzając przy okazji naszą sieć telefoniczną (żegnaj Internecie na tydzień). Jeszcze nie widziałam tak wysokiego stany na głównej rzece (Laagen). Ale powódź powodzią, natomiast w Norwegii występuje jeszcze inne zjawisko związane z silnymi opadami, to osunięcia ziemi. Norwegia ma taką budowę geologiczna, że na skałach leży raz grubsza, a raz cieńsza warstwa ziemi, która ma tendencje do zsuwania się, gdy zbytnio rozmoknie. W naszej okolicy to niestety dosyć częste zjawisko. Ostatni wpis o zdrowiejącym Szczoszku był przedwczesny. Kotu się polepszyło tylko chwilowo, by potem jeszcze się pogorszyć. Bałam się, że oślepnie, bo miał bardzo zaropiałe jedno oczko. Chcąc temu zapobiec, czyściłam mu to oko kilka razy dziennie. Norwescy weterynarze stwierdzili, że oni już nic nie mogą zrobić, bo przecież już dostał antybiotyk, a skoro nie pomógł, to nie ich sprawa. (Tutaj potwierdza się to, co pisałam w poprzednim wpisie) Na szczęście dla kocura, Ewa czyli Ciotka Pleciuga, popędziła do weterynarza w Łodzi i wyciągnęła od niego receptę, a następnie wykupiła leki, zapakowała je i wysłała mi do Norge. Pech chciał, że w tym czasie wystąpiła kumulacja norweskich świąt, a do tego były powodzie. Efektem tego list zamiast iść maksymalnie 5 dni, szedł ich 10. Jednak wreszcie dotarł i od kilku dni aplikuję kotu antybiotyk i krople do oczu. Jak na razie widzę zdecydowana poprawę, która, mam nadzieję, się utrzyma i Szczoszek zostanie całkowicie wyleczony.
Na dzisiaj to tyle, ale obiecuje, że niedługo napiszę więcej.
A tutaj umieszczam fotkę Tośki absorbującej wiedzę przez dotyk :-)

Naukowa zaduma

Naukowa zaduma

Trzymajcie się!

Informacje o Mara

"Dom..." to miejsce, gdzie mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat życia w Norwegii obserwowanego z perspektywy antropolożki kultury. Jakby tego było mało - specjalistki od migracji. Zwłaszcza polskich. Bywa, że sama jestem obiektem własnych obserwacji ;-) Na co dzień mieszkam wraz z Połówkiem i Kotą we Wschodniej Norwegii i dobrze mi tu :-)
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszystko. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Zaniedbania

  1. Polka w Sztokholmie pisze:

    Trochę zmartwiłam się powodziami, widziałam w telewizji… Mam nadzieję, że brak internetu to największy uszczerbek nimi wywołany i że Ty powodzi jako takiej nie odczułaś.
    Miło widzieć, jak dbacie o kotka;-) Lekarz niedobry, ale od czego ma się przyjaciół i pocztę?:-)
    Trzymajcie się ciepło. (I sucho).
    Monika

    • Mara pisze:

      Nauczeni doświadczeniem (przez rok mieszkaliśmy nad brzegiem rzeki) kupiliśmy dom na przełęczy, jakieś kilkadziesiąt metrów powyżej rzeki. W takim wypadku raczej nie musimy się już obawiać powodzi :-)
      Przyjaciele to ludzie, bez których trudno byłoby mi żyć…

  2. Ciotka Pleciuga pisze:

    Mam nadzieję, że Szczoszek już wylazł z choróbska – Monisiu. Macha do Was pani weterynarka, co to włączyła się do akcji pomocowej. Ostatnio tak się jakoś składa, że pani Ola musi się zajmować chorobami moich kotów. Ech, co my mamy z tymi futrzakami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.