Wyprawa do Japonii – Tokio

I tak oto trafiliśmy do japońskiej stolicy, która okazała się zaskakująco przyjazną odwiedzającym. Na własnej skórze przekonałam się, jak świetnie działa tokijskie metro, jak jest wielkie i pozornie skomplikowane, a w rzeczywistości jak łatwo się nim poruszać. To prawdziwy krwiobieg Tokio, który pozwala mieszkańcom i turystom dostać się tam, gdzie potrzebują. Świetne jest to, że każda stacja opisana jest po japońsku i angielsku, a w wagonach metra informacje odnośnie kolejnych stacji wyświetlane są w czterech językach: japońskim (zarówno w kanji, jak i w kanie), po angielsku, koreańsku i chińsku. Dobrym rozwiązaniem był zakup już w Osace kart ICOCA, którymi płaciło się między innymi przy bramkach wejściowych i wyjściowych w metrze, a które można było sobie doładowywać np. w 7eleven. ICOCA to osakijski odpowiednik tokijskiej karty SUICA – obie karty są kompatybilne i można nimi płacić na bardzo dużym obszarze Japonii. Posiadanie takiej karty bardzo ułatwia życie. Co ciekawe w wielu pociągach metra w godzinach szczytu są wagony przeznaczone wyłącznie dla kobiet. Ma to zapobiec molestowaniu seksualnemu kobiet i dziewczynek, które niestety w tokijskim metrze jest na porządku dziennym.

Wracając do samego Tokio, to okazało się mniej zatłoczone niż oczekiwałam. Oczywiście, w najbardziej turystycznych miejscach, jak chociażby Shibuya czy Shinjuku, trudno było się przemieszczać w tłumie ludzi. Zagęszczenie turystów (i tubylców) na metr kwadratowy zaprzeczało zdrowemu rozsądkowi, toteż z Połówkiem szybko się stamtąd zbieraliśmy. Niemniej zobaczyliśmy między innymi Godzillę górującą nad tokijskim kinem, animowanego kotka i tłumy na monstrualnym przejściu dla pieszych (które na żywo wcale nie robi aż takiego wrażenia). Za to samochodów było o wiele mniej niż można było oczekiwać po największej aglomeracji świata. W sumie nie ma się co dziwić, skoro mają tak fantastyczne metro.

Tokio – miasto światła.
Godzilla atakuje 🙂
Niektóre neony robią wrażenie
To ja w tłumie
I sam tłum 🙂
Animacja kotka <3

Nasz hotel znajdował się blisko jednej ze stacji przesiadkowych metra, więc nie mieliśmy większego problemu, żeby się dostać w różne miejsca. Pokój w hotelu był malutki (tokijskie standardy), ale za to bardzo ładny, a śniadania w hotelowe były smaczne (ale ja lubię kuchnię japońską, oczywiście wegetariańską lub wegańską, więc jestem nieobiektywna). Zabawny był filmik wyświetlany w hotelowej telewizji, który w przystępny sposób miał przybliżyć sposób, w jaki turyści powinni zachowywać się w metrze.

Śniadanko

Jedną z atrakcji, na którą bardzo się cieszyłam, chociaż przerażała mnie długość jej trwania, było przedstawienie w tokijskim teatrze kabuki (kabuki-za). Obejrzeliśmy sztukę „Yoshitsune i tysiąc drzewek wiśni” i ku mojemu zaskoczeniu, bardzo mi się spodobała. Były barwne kostiumy, świetni tancerze i śpiewacy, przedstawiana historia też nie była mi całkiem obca. Teatr był pełny, ale widzami były głównie osoby starsze, a wielu z nim zdarzyło się zdrzemnąć podczas sztuki.

Podczas samej sztuki nie można było fotografować

Odwiedziliśmy też świątynię Senso-ji, gdzie trzeba było lawirować pomiędzy ludźmi, żeby dostać się do głównego budynku, toteż nie wywarła na mnie zbyt dobrego wrażenia. Chciałam stamtąd uciec najszybciej, jak się da.

Na dziedzińcu świątyni było trochę luźniej
Widok na pagodę świątynną

Za to odwiedziny w ogrodach cesarskich uważam za bardzo miły przerywnik w zabieganym życiu stolicy. Szerokie otwarte przestrzenie, zieleń i duża ilość ciekawych roślin dała mojemu introwertycznemu wnętrzu chwilę wytchnienia. Oswojone cesarskie karpie koi były przepiękne, zwłaszcza w ruchu. Za to komary cięły w cieniu, jak głupie.

Trochę przestrzeni w mieście
Malownicze miejsce
Ciekawe czy coś takiego udałoby się urządzić w moim ogródku? 😉
Karpie

Być w Tokio i nie wybrać się do Tokyo Tower? To nie uchodzi! Chcieliśmy na własne oczy zobaczyć, jak wygląda konstrukcja, którą upodobały sobie wszelkie potwory i obcy (w filmach i anime Tokyo Tower jest nieustannie atakowane przez wszelkiego rodzaju nadnaturalne istoty). Wyjechaliśmy na najwyższą platformę i obejrzeliśmy sobie Tokio z góry – jego wielkość robi wrażenie, a jednocześnie duża część zabudowy miasta jest stosunkowo niska, więc nie przytłacza aż tak, jak można by tego oczekiwać po ponad 37 milionowej aglomeracji miejskiej.

Tokyo Tower w całej swojej okazałości
Wjeżdżamy
Widok na most
Widok na miasto
Sami zobaczcie – centrum miasta, samo południe i taki mały ruch.

Z Tokio ruszyliśmy shinkansenem w dalszą drogę, do Kioto.

Sławny shinkansen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *