No i minęło pół roku od ostatniego wpisu. Szybko poszło. Tempo pracy szaleńcze i zadań tyle, że powoli zaczynało mnie to przerastać. I znowu musiałam sobie sama założyć ograniczenia – żadnych sesji przez najbliższy czas i urlop z archiwum. Mam nadzieję, że to mi pomoże ogarnąć moje zdrowie.
Ale ostatnie miesiące to nie tylko praca. W kwietniu obchodziłam 50. urodziny i postanowiłam je świętować trochę dłużej niż jeden dzień. W rzeczywistości wyszedł mi z tego miesiąc 🙂 Wiele bliskich mi osób, ale też znajomych postanowiło świętować te urodziny razem ze mną, co bardzo mnie wzruszyło. Sam dzień urodzin spędziłam na Azorach – na wyspach, w których się zakochałam i gdzie zamierzam jeszcze wrócić. Ale o Azorach chciałabym napisać osobno, bo na to zasługują.
Z okazji moich, jakże okrągłych, urodzin postanowiłam zrobić coś, co chodziło mi po głowie od dwóch lat. Wreszcie pozamykałam różne sprawy, zamówiłam własną sesję zdjęciową, żeby mieć pamiątkę i ogoliłam sobie głowę na 3 mm. Nie wiedziałam, jak to będzie, jak będę się czuła ze sobą taka łysa, ale im mniej włosów miałam na głowie, tym większy uśmiech gościł na mojej twarzy. Gdy już pożegnałam ostatnie kosmyki, poczułam ulgę. Zdaję sobie sprawę, że wiele z osób czytających to, nie zrozumie, dlaczego to zrobiłam, ale bądźmy szczerzy, to ich problem, nie mój. Ja, na mój własny sposób, pokazałam środkowy palec presji społecznej dotyczącej wyglądu i pogoni za wieczną młodością. Mam tyle lat, ile mam i nie wstydzę się tego. Wielokrotnie słyszałam dobre rady: „Nie przyznawaj się, ile masz lat, bo po tobie nie widać prawdziwego wieku”. Zawsze mnie to zaskakiwało. Dlaczego mam się nie przyznawać? Ja się go nie wstydzę. Każdy rok mojego życia ukształtował mnie taką, jaka jestem, a ja lubię osobę, którą się stałam. Lubiłam się zarówno z długimi do pasa złotymi włosami i lubię siebie ze srebrnym jeżykiem. Tak, nie wyglądam tak młodo i atrakcyjnie, jak kiedyś, ale czy muszę? Nie, nie muszę.
Znajdź różnicę 🙂


W ciągu tej ostatniej połowy roku wzięłam też udział w dwóch wystawach fotograficznych w Rzeszowie i w Warszawie, organizowanych przez Polish Women Photographers. Niestety, z powodu dramatycznego nawału pracy nie miałam czasu, żeby pofotografować dla siebie i dlatego odpuściłam wiele tegorocznych konkursów fotograficznych. Obiecuję sobie, że odbiję to sobie w lecie.
Działo się, oczywiście, o wiele więcej, ale jest zbyt gorąco, żeby siedzieć przy komputerze, więc na tym skończę mój dzisiejszy wpis 🙂 Dobrego lata!
